Więc teraz krótko o "naleśnikach". Tarta jest bardziej skomplikowana i nie starczy mi czasu.
Przepis znalazłam gdzieś w internecie, dawno temu. Zmodyfikowałam oczywiście, bo według mnie oryginalna wersja nie nadawała się do niczego.
Składniki: (na 2 porcje)
250 g mąki pełnoziarnistej
2 jajka
500 ml mleka
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
pół łyżeczki cynamonu
2 lub 3 krople aromatu śmietankowego/waniliowego do ciasta
Przepis jest banalny, a po usmażeniu doszłam do wniosku, że to co mam na talerzu wygląda dużo bardziej jak racuch niż naleśnik. Dzięki proszkowi do pieczenia bardzo ładnie wyrastają na patelni, ale trzeba je dość długo trzymać na patelni na małym ogniu,bo inaczej się spalą zamiast urosnąć.
Co mnie zaskoczyło najbardziej: już po usmażeniu okazało się, że zostało mi 6 małych sztuk. Więc włożyłam do szczelnego pudełka pewna, że następnego dnia już nie będą zbyt zjadliwe, a przynajmniej nie tak genialne i puchate jak tuż po zdjęciu z patelni. Okazało się jednak, że następnego dnia na podwieczorek były równie dobre - odgrzane w mikrofalówce.
* Jeśli ktoś nie przepada za mąką pełnoziarnistą można użyć pół na pół z pszenną.
* Smażyłam na patelni dosłownie z kroplą oleju ryżowego. Ale myślę, że jeśli ktoś nie jest na diecie, równie dobrze można by je usmażyć na maśle i oleju (olej tylko po to, żeby masło się nie przypaliło).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz